Zmarł Ryszard Kaja

Z głębokim smutkiem i żalem pragniemy poinformować, że 17 kwietnia zmarł, Wielki Przyjaciel Tennis Art, wybitny artysta Ryszard Kaja.

Ryszard Kaja autor wielu plakatów, malarz, grafik, autor dekoracji i kostiumów do wielu spektakli operowych i baletowych wystawianych między innymi w Teatrze Wielkim w Poznaniu, Operze Narodowej w Warszawie, Teatrze Wielkim w Łodzi, Operze Wrocławskiej , Operze na Zamku w Szczecinie. Współpracował z wieloma znakomitymi reżyserami Michałem Znanieckim, Markiem Weisem-Grzesińskim, Ewą Wycichowską czy Jerzy Gruzą.

Załączone zdjęcie autorstwa Grażyny Banaszkiewicz pochodzi z wernisażu ( 5 sierpnia 2016 r.) w Galerii Arsenał w Poznaniu.
Poniżej dołączamy tekst in memoriam autorstwa Grażyny Banaszkiewicz.

Ryszard Kaja
(16.01.1962 Poznań – 17.04.2019 Legnica)

To był nieco szalony dom, otwarty i niebywale przyjazny.
Gdy przechodziło się przez próg parterowego mieszkania przy ul Rutkowskiego w Poznaniu, obecnie Klaudyny Potockiej, uderzał zapach farb, klejów, i dymu z papierosów !!! – Zarówno Zbigniewa Kaja – artysta plastyk nieprawdopodobnie wszechstronny, potrafiący wszystko,od rysunku, grafiki (mam jego „Aidę” – linoryt, jak twierdził – mój portret) …, poprzez metaloplastykę, grawerstwo (mam jego tabliczkę na drzwi kolejnego mojego mieszkania), po aranżacje stoisk targowych na MTP oraz scenografię teatralną.
Stenia(Stefania Kajowa) specjalizowała się w ceramice i malarstwie. Pamiętam jak syrenką, wrzucając na tylne siedzenie blejtramy – wyprawiała się do ówczesnej Jugosławii na swoje plenery malarskie…
W takiej atmosferze wzrastał Rysiu Kaja. I pozostał takim, jak jego rodzice, tyle że równolegle z rytmem czasu, z przeobrażeniami wokół, jeszcze intensywniej pracujący
i dosłownie zachłannie żyjący. Malował, i tu od razu dopowiem – chyba nie ma nikogo z jego przyjaciół, kto nie uwodziłyby Rysia „Hrabalków” – czarownych, ciepłych, nieco ironicznych obrazów.
Bo Rysiu wielbił tę wspaniałą, przewrotną, zarazem dosadną prozę Bohumila Hrabala. A w tym wielbieniu było ewidentne powinowactwo ich dusz.
Bawił się (artystycznie) także Aniołami.
Podobnie jak jego ojciec – stał się twórcą wszechstronnym, z łatwością odnajdującym się
także w scenografiach wystaw plastycznych, w scenografiach oraz kostiumach scenicznych, przede wszystkim operowych, no i w plakatach. One w pewnym momencie stały się wręcz żywiołem Rysia. Jeżdżąc po Polsce bystrym okiem ogarniał specyfikę miast i miasteczek– „stemplował” je właśnie plakatami, oddającymi specyfikę tamtejszych ludzi i ich otoczenia. Zawsze w tym swoim rozpoznawalnym powszechnie artystycznym skrócie myślowym niebywale trafnie!
Do jednej z moich wystaw z cyklu zdjęć izraelskich również przygotował plakat-portret.
– Nawiązuję tu niejako do wcześniejszego portretu sprawionego mi przez jego tatę.
Widać w ich zestawieniu, jak różne to temperamenty, style i techniki, ale jak wspólna owa celna skrótowość, symbolika myślenia, artystyczny gest, jaki niezaprzeczalny talent !
Obaj też charakteryzowali się otwartością, życzliwością i ciekawością wobec ludzi,
wobec świata, który Rysiu – bo jego dorosłe życie przypadło na czas kiedy ten świat się dla nas, „Demoludów”, otworzył, zjeździł namiętnie.
Ciągle go dokądś gnało. Jego żywiołem było poznawanie ludzi, ich obyczajowości, kultury. Lubił z nimi biesiadować. Kochał różne, zwłaszcza orientalne kuchnie. Z każdej podróży przysyłał, lokował na fb, dosłownie setki zdjęć. Bo pasją jego było również portretowanie poznanych osób, rejestrowanie wszelkich szczegółów, zatrzymywanie każdej chwili.

Kiedy był już bardzo chory, też pisał, po kilka zdań, kpił sobie z tej – idącej już za nim kostuchy !

In memoriam

Grażyna Banaszkiewicz

PS, a co dla nas ważne ! – gdy poprosiłam Rysia o jego prace na naszą aukcję (mieszkał już wtedy we Wrocławiu, a właściwie, w świecie, najczęściej na południowo-amerykańskich szlakach), uruchomił swojego bratanka, poprzez niego przekazywał mi kolejne plakaty.

W ostatnim rulonie dostaliśmy cztery plakaty ….

Comments are closed.